Naprawa elektronarzędzi, silników i spawarek

24 godzinna próba wytrzymałości

W miniony weekend odbył się marsz na wytrzymałość, przygotowany po raz drugi przez Stowarzyszenie eNUS.

Śmiałkowie, którzy chcieli zmierzyć się ze swoimi słabościami - zarówno fizycznymi, jak i psychicznymi - pokonali pieszo kilkudziesięciokilometrową trasę malowniczymi, najrzadziej odwiedzanymi okolicami Pojezierza Międzychodzko-Sierakowskiego. Mieli na to równe 24 godziny.

Uczestników marszu obowiązywał surowy regulamin, nakładający podczas marszu m.in. bezwzględny zakaz picia alkoholu i innych napojów wyskokowych, palenia papierosów, czy spożywania jakichkolwiek innych używek (narkotyków, tabaki, itp.). Dostępne w sklepach "dopalacze" w stylu Red-Bulla były dopuszczalne w rozsądnych ilościach. Organizatorzy zastrzegli sobie prawo skontrolowania plecaków i innych rzeczy osobistych uczestników marszu. Ze względów bezpieczeństwa obowiązywał również zakaz kąpieli w jeziorach i innych zbiornikach wodnych. Każdy uczestnik marszu musiał mieć ukończone 15 lat. Niepełnoletni uczestnicy próbowali swoich sił wyłącznie za zgodą opiekunów prawnych.

Zawodników podzielono na kilkuosobowe grupy. Na wyposażeniu każdej grupy musiał być scyzoryk, latarki w dowolnej ilości, wszystko, co niezbędne do przetrwania 24 godzin na świeżym powietrzu, suchy prowiant, napoje i śpiwory itp. Przydatne okazały się karimaty, bidony, menażki i kompas. Każdą z grup opiekował się przez cały czas (idący w marszu jak wszyscy) przedstawiciel stowarzyszenia eNUS.

Żeby nikt się nie nudził, po drodze było kilka zadań do wykonania. Pierwszego dnia po wieczornym starcie koło boiska w Luboszu pokonano etap przez Wituchowo do Orzeszkowa. Tutaj należało oczyścić z gałęzi stary cmentarz kalwiński, leżący przy szosie Pniewy - Gorzyń. Na polanie koło Orzeszkowa rozbito obozowisko. Sporym wyzwaniem była przeprawa pontonowa przez jezioro Kwileckie. Wielu zamoczyło przy tym nogi.

Nie było czasu na długi sen w nocy z soboty na niedzielę. O siódmej rano ekipa zwinęła się i poszła w kierunku Miłostowa, a stąd w przeciwnym kierunku, do Lutomka, w którym rozegrano turniej piłki nożnej. Obiad przygotowano na punkcie widokowym w Grobii, by przez Śrem i Chalin dotrzeć do Ławicy. Według szacunków w ciągu doby uczestnicy marszu przeszli około 50 km.

W tegorocznym marszu 24 godziny wzięło udział o połowę mniej uczestników niż w 2007 r. Jednak mniejsza ilość przełożyła się na wyższą jakość. Wszyscy startujący - 15 śmiałków - dotarli do mety nad jeziorem Ławickim. Gdzieś w okolicy Przemyśla i Grobii dołączył do nich szesnasty, oficjalnie nieklasyfikowany uczestnik marszu - kundelek wyraźnie szukający przyjaznego towarzystwa. Na finiszu na wszystkich czekały gratulacje i ognisko.

źródło: Tygodnik Nowy

Skomentuj

Nick:

Dziesięc razy dwa:

Treść:

Czy obwodnica miasta przez Wały Jana Kazimierza i ulicę Bolesława Chrobrego jest potrzebna?




Strona główna | Społeczność | Kanały RSS | Mapa strony | Kontakt